Arkadiusz Sosnowski osteopata i fizjoterapeuta Warszawa

Dr Arkadiusz Sosnowski o tym, dlaczego czasami warto leczyć całe ciało, a nie tylko jego część, kiedy się nie operować, choć nie widzi się innego wyjścia, oraz o powolnym
znikaniu nieufności do osteopatów.

TERESA OLSZAK: – Osteopata to…
ARKADIUSZ SOSNOWSKI: – …osoba, która zajmuje się całym
ciałem człowieka.
Osteopatia to…
…metoda, w której założeniem jest zmuszenie organizmu do samoleczenia. Dzięki temu, że osteopata ma wiedzę z zakresu interny, reumatologii, ortopedii i przede wszystkim neurologii, może pacjentów zbadać całościowo i za pomocą technik manualnych bodźcować organizm czy też wybrane obszary lub narządy, czyli wspomóc mechanizmy samoleczenia. To spojrzenie holistyczne, szersze i inne niż fizjoterapia.

Ale brzmi dość ogólnie. Z jakimi konkretnie dolegliwościami mogą się do pana zgłosić pacjenci?

Dla Amerykanina, który odczuwa ból narządu ruchu, wizyta u osteopaty byłaby pierwszą myślą. W Europie Zachodniej tradycje osteopatii są ogromne i tam jest naturalną rzeczą, że w przypadku kolki u dziecka, przewlekłego bólu zatok czy kręgosłupa, a nawet z przypadłością wysiłkowego nietrzymania moczu, pacjenci także często zgłaszają się w pierwszej kolejności do osteopaty, a nie do lekarza rodzinnego.

Słowem: do mnie mogą się zwracać osoby z bólami głowy, zaburzeniami trzewnymi różnego typu, obniżoną odporno­ścią, wysiłkowym nietrzymaniem moczu, chorobami stawów skroniowo-żuchwych. Ale również dzieci w różnym wieku, np. z kolką, refluksem czy nadpobudliwością, chorymi zatokami czy przewlekłymi infekcjami. Są też pacjentki uroginekologicz­ne, pacjenci po operacjach trzewnych, którym pomagam znor­malizować pracę narządów wewnętrznych. Kolejna grupa to pacjenci reumatologiczni, z chorobami stawów oraz interni­styczni i neurologiczni. Częstymi gośćmi są sportowcy. Najwię­cej jednak jest pacjentów ze schorzeniami kręgosłupa.
Mam pacjentów w różnym wieku – od małych dzieci do starszych osób. Mój najstarszy pacjent ma 92 lata. Na wielu etapach życia pacjentom można pomóc w sposób adekwatny do wieku oraz problemu, z jakim się zmagają.

Jak przebiega pierwsza wizyta?

Na początku zbieram wywiad ogólny, rozmawiamy o sta­nie zdrowia, o tym, na co pacjent się uskarża. Później, oprócz badania z zakresu medycyny, przeprowadza się badanie osteopatyczne polegające na sprawdzeniu ruchomości i na­pięcia tkanek oraz narządów. To daje mi obraz pacjenta i po­zwala zakwalifikować do leczenia lub stwierdzić, że powi­nien zostać przekierowany do innego specjalisty. Dobrze, że­by pacjent miał przy sobie wcześniejsze dane diagnostyczne – prześwietlenie kręgosłupa, wyniki tomografii, morfologii itp. Jeżeli jest wskazanie do wykonania jakiegoś badania al­bo konsultacji z innym specjalistą, to o to proszę.
Miałem np. pacjentkę z bólami szyi i sztywnością karku, która miała też problem ze słuchem – w kilka dni straciła go w jednym uchu. Po badaniu neurologicznym i zebraniu wywiadu skiero­wałem ją do neurologa. Zdiagnozowano u niej tętniaka mózgu.
Takie dodatkowe badania mają na celu stwierdzenie, czy puzzle w tej układance pasują do siebie. Jeżeli jest pacjent, który ma tzw. rwę kulszową, to wiemy, że powinien mieć określone objawy. Jeśli jednak równolegle ma na przykład drgawki, to ten element objawu w badania nie pasuje do ob­razu danej jednostki chorobowej.
To też przykład 35-letniego pacjenta, który trafił do mnie niedawno z bólem promieniującym do ręki. To dosyć popular­na przypadłość. Skarżył się jednak także na zaburzenia widze­nia. Po konsultacjach medycznych okazało się, że to początek stwardnienia rozsianego, a objawy to pierwszy rzut choroby.
Pierwsze badanie ma mi przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie, czy jest to pacjent dla nas osteopatów i czy może­my go leczyć. Jeżeli kwalifikuje się i nie jest obciążony poważ­nymi chorobami, możemy przejść do kolejnego etapu, czyli do badania osteopatycznego.

Jak pan bada osoby, które uskarżają się na bóle kręgosłupa?

Sprawdzam ruchomość i napięcie tkanek oraz narządów. Szukam „generatorów bólu” czy też „dysfunkcji”, które mogą wpłynąć negatywnie na stan pacjenta i jego chorobę.

I co dalej?

Patrzę na problem pacjentów szerzej, nie jestem takim kla­sycznym osteopatą, zajmuję się treningiem i dalszą prewen­cją. Mam różne schematy działań w zależności od rodzaju

bólu i od tego, jak chorzy reagują na sam proces zmiany. W stanach ostrych zalecam dwie lub trzy wizyty, choć mogą to być również cztery do sześciu tygodni pracy co drugi, trzeci dzień. Leczę też bowiem trudne przypadki, np. tzw. ciężkie dyski, czyli dyskopatie, które dają objawy neurologiczne. To pacjenci na pograniczu operacji, jeśli nie uda im się pomóc terapią osteopatyczną, muszą być leczeni w inny sposób. Leczę wtedy przez jakiś czas i obserwuję, jak reaguje organizm. Jeśli jest poprawa, kontynuuję terapię. Jeżeli nie ma – kieruję do neurochirurga. W trudnych przypadkach klinicznych, jak poważne uszkodzenie struktury krążka, czas terapii się także się wydłuża, co jest uwarunkowane naturalnymi procesami fizjologicznymi odbudowy tkanek. W prostych przypadkach organizm w krótkim czasie potrafi samoistnie się „naprawić”.

Jakich technik pan używa?

Na przykład mobilizuję kręgosłup szyjny pacjenta i – odzyskując ruch oraz rozluźniając mięśnie – pozwalam na samoleczenie w nich bólu. Oddziałuję na układ nerwowy. To nie jest gimnastyka, tylko manipulacje. Do dyspozycji jest cały arsenał technik, w tym powięziowe, oddziałujące na tkankę. Ból można zlikwidować ręcznie, za pomocą igłoterapii, bodźcując dany obszar czy narząd. Inny sposób to techniki drenażowe, czyli takie, które mają na celu spowodowanie, żeby obrzęk szybciej był resorbowany przez organizm. Są one podobne do masażu czy uciskania polegającego na stymulowaniu różnych struktur. Często np. w bólu szyi leczę ten odcinek na kręgosłupie, ale zajmuję się również klatką piersiową, czyli oddychaniem i mięśniami brzucha. Działam na ból miejscowo, ale też w jego otoczeniu, nawet w całym organizmie. Podstawowym prawem fizjologii jest adaptacja, trzeba wprowadzić do organizmu bodziec. Osteopata szuka zmiany w jednym miejscu albo w całym ciele, by pojawił się proces samoleczenia. Jednym z prostszych działań bodźcowych jest np. trzydniowa głodówka. To najprostsze działania kompleksowe. Ale można to też zrobić, pobudzając różne struktury ciała również za pomocą akupresury. Możemy sobie wyobrazić sytuację pacjenta, który jest leczony przez osteopatę lokalnie i bardziej globalnie zmienia dietę, odpoczywa, zaczyna stosować techniki treningowe, oddechowe i stymuluje się np. zimnem. Suma tych bodźców ma ogromną siłę, daje fizjologiczne zmiany w organizmie.

Czy w wyniku pana zabiegów mogą pojawić się jakieś komplikacje?

Całe wcześniejsze badanie neurologiczno-ortopedyczne ma na celu ich wykluczenie. Terapia, którą wykonuję, jest bezbolesna. Kiedy „wchodzimy w ból” lub gdy pacjent jest nie w pełni zdiagnozowany, niebezpieczeństwo powikłań pozabiegowych wzrasta. To, co się zdarza, to reakcje związane ze zwiększoną wrażliwością tkanki, ogólnym osłabieniem, a pobudzeniem. Jednak jest to naturalny proces po stymulowaniu tkanek. Mamy przecież do czynienia z różną wrażliwością pacjentów, ale też różną odpowiedzią ich ciała po takiej stymulacji. Pacjenci są różni, wszyscy jednak są informowani o możliwych reakcjach pozabiegowych.

PRAWDA
Osteopatia opiera się na holistycznym podejściu do pacjenta.

MIT
Osteopata oferuje pomoc tylko ludziom zdrowym – od leczenia są lekarze.

Mówił pan o pacjentach ze skierowaniami na operację.

Ilu po pana terapii trafiło na stół? Bardzo niewielki odsetek. I uważam, że mogłoby być jeszcze mniej.

W czym tkwi problem?

W tym, że wielu ludzi wciąż nie wie, że jest takie leczenie, a wielu w nie nie wierzy. Moi pacjenci także bywają z początku są nieufni. Dopiero gdy odczuwają, że ich stan zdrowia znacznie się polepszył, kiedy widzą efekty naszej pracy już po pierwszych zabiegach, nawet niewielkie, to przekonują się do skuteczności naszych działań. Druga sprawa to to, że pacjenci mający problem z kręgosłupem w pierwszej kolejności przeglądają internet. I od razu są straszeni dyskopatią, wypadniętym dyskiem, paraliżem, a w efekcie wózkiem inwalidzkim. Tymczasem nie sztuką jest nastraszyć pacjenta, tylko przedstawić mu w sposób dla niego czytelny, na co choruje, jakie są rokowania i jaki jest plan terapii. A przy odpowiednim leczeniu osteopatycznym czy fizjoterapeutycznym, przy zmianie pewnych zachowań, odpowiedniej higienie życia czy właściwym treningu pacjenci mogą dobrze funkcjonować. W osteopatii rozróżniamy dwa obszary, jeżeli chodzi o człowieka. Pierwszy to struktura pacjenta. Jeśli zrobimy MRI np. kręgosłupa, to widzimy wiele zmian – mogą to być uszkodzone krążki, zwyrodnienia. Ciekawe jest, że w tych sytuacjach pacjenci mogą nie odczuwać żadnego bólu. Wiemy z badań prowadzonych na różnych uniwersytetach światowych, że różne zmiany strukturalne w ciele nie zawsze się z nim wiążą, zresztą gdyby było inaczej, ciało nie poradziłoby sobie z dużą ilością różnych bóli. Drugi obszar to funkcja, czyli to, w jaki sposób dana tkanka czy narząd działają. Są pacjenci, którzy mają wiele zmian w obrębie kręgosłupa, ale ich organizm sobie z tym radzi, adaptując się do zaistniałych zmian. A do tego wszystkiego dochodzą jeszcze emocje. Oczywiście są pacjenci, którym nie jesteśmy w stanie pomóc. To zazwyczaj ciężkie przypadki pacjentów młodych i w średnim wieku z uszkodzeniami krążka, z objawami neurologicznymi związane z niedowładem lub z bardzo dużymi zaburzeniami czucia. Oni muszą przejść operację.

Prowadzi pan pacjentów pooperacyjnych?

Tak, choć takie osoby boją się iść do terapeuty i myślą, że lepiej przeleżeć dwa–trzy tygodnie w łóżku. Tymczasem już od pierwszej doby mogę skutecznie im pomagać i pokazywać, jak funkcjonować. Jestem niejako przewodnikiem, przy czym zachowuję ramy umowy terapeutyczniej: gdy leczenie odpowiednio postępuje, informuję pacjenta, że można skończyć terapię. Ona powinna być przede wszystkim profesjonalna i uczciwa.

Wspomniał pan o emocjach. Jak pana pacjenci radzą sobie psychicznie?

Mam wielu, którzy oprócz sygnalizowanych bólów kręgosłupa, są w stanie depresji lub mają stany lękowe. Z naszych analiz wynika, że około 20–30 proc. to pacjenci psychosomatyczni, odczuwający bóle ciała w tym kręgosłupa. Leczyłem pacjentów z zespołem stresu pourazowego (Posttraumatic Stress Disorder, PTSD). Były to przypadki, które zmieniły moje myślenie o psychosomatyce. Gdybym nie zobaczył ich na własne oczy, nie uwierzyłbym, że psychika w takim stopniu wpływa na ciało. Często się o tym zapomina. Dotyczy to również wielu innych chorób, np. zespołu jelita wrażliwego. Jest cała grupa pacjentów, która się dobrze odżywia, genetycznie nie jest obciążona, a żyje ze zdiagnozowaną „nerwicą żołądka”. Ich układ jest za bardzo pobudzony, i to odzwierciadla się w ciele.

Jak wybrać osteopatę, żeby nie trafić w złe ręce?

W USA jest to mocna gałąź lecznictwa od ponad 100 lat, tam ten zawód mogą wykonywać tylko lekarze. W Europie mekką osteopatii jest Wielka Brytania i Francja. W Polsce zaś jest to zawód nieregulowany ustawowo, ale osteopatami zostają zazwyczaj fizjoterapeuci i lekarze. Czyli ludzie, którzy po ukończeniu pierwszych studiów, pięć lat studiują osteopatię. Tyle że nie ma u nas szkół medycznych z zakresu osteopatii, więc jest nas niewielu. Ja kończyłem belgijską Sutherland College of Osteopathic Medecine. Bardzo popularne są także Deutsche Schule oraz The British School of Osteopathy. Po nich otrzymuje się tytuł dyplomowanego osteopaty (DO). European Federation of Osteopath ujednolica programy kształcenia w UE, co ma doprowadzić do ustawowej regulacji zawodu we wszystkich krajach członkowskich.

Czy pana dziedzina się rozwija?

Tak, i to bardzo dynamicznie, co wynika z dostępności badań, metod badawczych i coraz większej liczby osteopatów pracujących naukowo na uczelniach wyższych i w ośrodkach badawczych. Powoli rośnie też świadomość społeczna odnośnie do samej metody leczenia.